– O żółtych forsycjach, no ci tłumaczyłam, że wczoraj wzięłam nasadziłam, nakopałam, przysypałam, podlałam… i nie ma forsycji. Wziął rozkopał, albo cholera wciągnął pod ziemię i powiózł na handel. Nie wiem, bo… a coś czułam… mówię zaparzę se kawy i będę patrzała. wzięła, oko mi poleciało, budzę się, ty… doły, nie ma forsycji, nie ma nic, koniec. Nie ma, splondrowane… Merlin, powiedz mi dla . . .
