– Wojtek, ja nie wnikam czemuś ty mnie do domu nie wpuścił… ani czemuś mnie nie zaprosił do swojego brata na opijanie zwycięstwa w sprawie. To jest twoje sumienie, twoje życie, ty sobie tam w lustro patrzysz, nie ja. Ale wiesz, że jesteś moim dłużnikiem.
– Krzysztof, przecież od rana kryję cię przed szefem, tak? I od 7:00 tutaj zaiwaniam za ciebie.
– To jeszcze tego by brakowało żebym ja po nocy przespanej na zimnej mecenasowskiej terakocie . . .
